
Po drugiej stronie książki PDSK#014 Gdzie szukać zleceń i jak je zdobywać – historie sukcesu kursantów Akademii korekty tekstu (podcast)
W lutym roku 2020 z duszą na ramieniu uruchamiałam pierwszą edycję Akademii korekty tekstu – mojego kursu internetowego przygotowującego do zawodu korektora. W lutym 2021 roku z łezką w oku słucham nagrań absolwentów Akademii opowiadających o swoich sukcesach w świecie wydawniczym. W ciągu zaledwie roku 230 osób opuściło szeregi Akademii. Choć „opuściło” to złe słowo, bo nasz kontakt wcale się nie urywa po upływie dwóch kursowych miesięcy. Przed nami wszystkimi jeszcze mnóstwo pracy, ale w zawodzie korektora nauka nigdy się nie kończy. Mimo to już dziś wielu kursantów może się pochwalić sukcesami i faktem, że zarabiają na tym, co lubią, czyli na czytaniu i zmienianiu tekstów na lepsze.
Posłuchajcie historii ośmiu absolwentek Akademii korekty tekstu. Opowiedziały w nich nie tylko o tym, jakie zlecenia udało im się wykonać, ale też – jak te zlecenia zdobyły. Zobaczycie, że czasem naprawdę niewiele trzeba, żeby plany i marzenia stały się rzeczywistością.
Subskrybuj: Spotify | Apple Podcasts | Google Podcasts | YouTube | Inne
Montaż: Kamil Dudziński
Transkrypcja: Ola Barszcz
Goście odcinka
Karolina Fronc
Uwielbiam pracę ze słowami, mam frajdę z ustawiania na miejsce niesfornych przecinków i podstępnych literówek. Chętnie pracuję nad przepisami kulinarnymi, artykułami z zakresu parentingu, rozwoju osobistego, ale nie stronię też od tekstów prawniczych.
- karolina.j.fronc@gmail.com
- https://www.karolinafronc.com/
- https://www.instagram.com/karolina.fronc.korekty/
Marzena Szymanowska-Pietrzyk
Zajmuję się redakcją, korektą i transkrypcją, a prywatnie jestem miłośniczką kotów, krzyżówek i książek Kinga. Biorę udział w mistrzostwach szaradziarskich, teleturniejach i umiem mówić od tyłu 😉
Barbara Wrona
Jestem korektorką z zamiłowaniem do poprawności językowej. Pomagam tekstom (wpisy blogowe i na IG, materiały reklamowe, e-booki i inne) zaistnieć NA NOWO.
Dorota Kopeć
Autorka notatniko-poradnika dla kobiet w ciąży. Coraz lepsza korektorka, z każdym dniem jeszcze bardziej zakochana w tekstach.
Agnieszka Kosińska
Z wykształcenia kocham liczby, z zamiłowania fascynują mnie słowa. Test talentów mówi, że jestem maksymalistką, a ja nie zaprzeczam, tylko podwijam rękawy i biorę się do pracy, bo redakcje i korekty same się nie zrobią. Matematyka i zagadnienia finansowe to tematy, które lubię najbardziej.
Marianna Chłopek-Labo
Pomagam w tworzeniu dobrych tekstów. Pracuję jako redaktorka i korektorka oraz twórca treści.
- marianna@slownosci.pl
- slownosci.pl
- https://www.facebook.com/slownosci
- https://www.instagram.com/slownosci/
Kinga Dąbrowicz
Do niedawna copywriterka i transkrybentka, obecnie zajmuję się wyłącznie redakcją i korektą. Ze względu na swoje doświadczenie specjalizuję się w tekstach poradnikowych pisanych przez blogerów i influencerów. Nie boję się nowych wyzwań, dlatego chętnie podejmuję się sprawdzania również innego typu tekstów – także beletrystyki.
Beata Kupczyk
Doktor językoznawstwa, korektor, redaktor, a do tego tłumacz i lektor języka niemieckiego. W Internecie działam jako Prokropka.
- beata@prokropka.pl
- https://prokropka.pl/
- https://www.instagram.com/prokr.opka/?hl=pl
- https://www.linkedin.com/in/beata-kupczyk-a1338b1b5/
Transkrypcja podcastu #014 Gdzie szukać zleceń i jak je zdobywać – historie sukcesu kursantów Akademii korekty tekstu
Redakcja transkrypcji: Ewelina Czempik
Korekta: Adrian Gawin
W lutym 2020 roku z duszą na ramieniu startowałam z pierwszą edycją Akademii korekty tekstu – mojego kursu internetowego przygotowującego do zawodu korektora. Zaledwie rok później, w lutym 2021 roku, z łezką w oku słucham nagrań absolwentów Akademii, którzy opowiadają o swoich sukcesach w świecie wydawniczym. W ciągu 12 miesięcy aż 280 osób opuściło szeregi Akademii. Choć „opuściło” to niewłaściwe słowo, bo nasz kontakt wcale się nie urywa po upływie dwóch kursowych miesięcy. Przed nami wszystkimi jeszcze mnóstwo pracy, bo w zawodzie korektora nauka nigdy się nie kończy. Mimo to już dziś z dumą patrzę na sukcesy wielu kursantów. Zarabiają na tym, co lubią robić – na czytaniu i ulepszaniu tekstów.
Poznacie historię ośmiu absolwentek Akademii korekty tekstu. Każda z nich opowiedziała nie tylko o tym, jakie zlecenia już wykonała, ale też – jak je zdobyła. Zobaczycie, że spełnienie marzeń jest bliżej, niż myślicie. Czasem naprawdę niewiele trzeba, by zmienić je w rzeczywistość.
Poczekaj, przypomnij, działaj! Sekrety zdobywania zleceń – historia Karoliny
Karolina Fronc: Ukończyłam drugą edycję AKT. Najbardziej dumna jestem ze współpracy z Fundacją Medycyny Prenatalnej im. Ernesta Wójcickiego. Inicjatywa tej fundacji jest mi bliska, więc odezwałam się do założycielki (Nicole Sochacki-Wójcickiej, znanej jako Mama Ginekolog) i zaproponowałam pomoc w redakcji i korekcie e-booków, które co jakiś czas organizacja wydaje. Nicola podziękowała za zainteresowanie i obiecała, że będzie o mnie pamiętać. I… nastała cisza w kontakcie. Ja w tym czasie nie spoczęłam na laurach, dalej szlifowałam swój warsztat. Niedługo później dowiedziałam się, że trwają przygotowania do wydania kolejnego e-booka. Tego samego dnia oglądałam webinar Ewy, w którym gościła Agnieszkę Skupińską. Ich rozmowa dała mi ogromnego powera do działania i ponownie skontaktowałam się z Nicole, proponując swoją pomoc. Byłam gotowa na odmowę, a stało się coś zupełnie innego – Nicole skontaktowała mnie z Gosią (z fundacji) i nawiązaliśmy współpracę. Tuż przed świętami Bożego Narodzenia wykonałam redakcję oraz korektę e-booka „Tradycyjne dania na rodzinne spotkania”.
EP: Wiecie, co jest kluczowe w historii Karoliny? To, że po pierwszej próbie kontaktu się nie poddała, choć usłyszała typowe: „Dziękujemy, odezwiemy się”. Karolina nie spoczęła na laurach – śledziła aktywności fundacji, czekała na odpowiedni moment i kiedy tylko w sieci padło hasło „e-book”, od razu napisała do Nicole z przypomnieniem o swojej propozycji. I się udało! Jej nazwisko znalazło się w e-booku, który trafił do tysięcy czytelników.
Zdarza się, że autor czy wydawnictwo milczą, ale nie oznacza to, że nas nie chcą. Instytucje i prywatni klienci mają mnóstwo spraw na głowie (jak każdy z nas) i po prostu zapominają o kontaktach, które nie są im w danym momencie potrzebne. Nie ma sensu być nachalnym, jednak gdy nadarza się okazja, warto o sobie przypomnieć. Nic na tym nie tracimy, a możemy wiele zyskać.
Od fryzjera do wydawnictwa – historia Marzeny
Marzena Szymanowska: Od zawsze lubiłam czytać książki, nauka języków obcych nie sprawiała mi problemów, więc wybrałam studia na kierunku lingwistyka stosowana. Po ich ukończeniu chciałam pracować jako tłumacz. Moje życie jednak potoczyło się tak, że przez ponad 10 lat pracowałam w zupełnie innej branży. Doszłam do momentu, w którym postanowiłam coś zmienić, wykorzystać swoje językowe zamiłowanie i spróbować sił w korekcie tekstu. Ukończyłam kurs znaleziony w internecie i pełna zapału wyruszyłam na podbój korektorskiego świata. Zgłosiłam się do wydawnictwa działającego non-profit i byłam ogromnie zdziwiona, gdy w odpowiedzi usłyszałam, że moje działania to nie korekta, a jej nieśmiała próba. Na moment podcięło mi to skrzydła, jednak się nie poddałam. Ukończyłam kurs Ewy i wtedy poczułam prawdziwą gotowość do działania. W pierwszej kolejności odświeżyłam kontakt z pewną fundacją i redaguję dla nich artykuły do magazynu. Druga współpraca była dość zaskakująca, ponieważ nawiązałam ją… u mojego fryzjera. Zaproponowałam mu darmowe sprawdzenie strony internetowej, na co chętnie przystał i – jak się okazało – zdobyłam nie tylko doświadczenie, ale i perspektywę dalszej, płatnej współpracy. Trzecie zlecenie przyszło do mnie prawie samo. Ewa na grupie na Facebooku umieściła ogłoszenie, że szuka osób do korekty opowiadań, które mają się znaleźć w e-booku charytatywnym. Zgłosiłam się, zostałam wybrana i zredagowałam cztery opowiadania czterech różnych autorek. Jedna z nich była tak zadowolona, że zaproponowała mi zgłoszenie się do wydawnictwa, z którym współpracuje, ponieważ akurat szukali redaktora. Wykonałam próbkę, a moja praca została bardzo pozytywnie oceniona. Wtedy dostałam do redakcji swoją pierwszą książkę.
EP: Historia Marzeny pokazuje, jak ważna jest sieć zależności w świecie korekty. Rób dobrze swoją robotę i pokazuj się z jak najlepszej strony, a jedna osoba poleci cię drugiej. Nic samo się nie wydarzy, ale wystarczy zrobić pierwszy krok, żeby koło zaczęło się kręcić.
Marzena wspomniała, że o Akademii korekty tekstu mówię również w innych odcinkach podcastu „Po drugiej stronie książki”. Polecam szczególnie 7. i 8. odcinek, znajdziecie je na stronie ewapopielarz.pl oraz w aplikacjach podcastowych.
Inwestycja, która się opłaca – historia Basi
Basia Wrona: Już w trakcie trwania kursu nawiązałam współpracę z dwiema osobami. Z pierwszą – Malwiną – pracowałam nad tekstami o rozwoju osobistym oraz talentach Gallupa. Drugie zlecenie dostałam od Kasi Burchackiej-Klimczuk, czyli autorki bloga kobieta.biznes.kuchnia [przyp. red.: aktualnie kobieta.biznes.podróże]. Po zakończeniu Akademii napisałam do kilku osób z propozycją współpracy. W ten sposób zaczęła się moja współpraca z Karoliną. Zaczęłam od redakcji wpisu na blog, a teraz czasami pomagam Karolinie przy postach na social media. Budująca jest świadomość, że osoby, dla których pracuję, są zadowolone z moich redakcji i już w trakcie pracy nad kolejnymi tekstami odzywają się do mnie, aby zarezerwować miejsce w moim grafiku. Podsumowując – bardzo się cieszę, że wzięłam udział w Akademii. Pozwoliło mi to rozwinąć moje umiejętności i wykorzystywać je w praktyce. Jeśli jeszcze się zastanawiacie nad udziałem w AKT, powiem tylko tyle: warto!
EP: Jeśli boicie się wyjść do twórców internetowych z propozycją współpracy – porzućcie te obawy, bo jak widać, zwykle reakcje są bardzo pozytywne. Zdecydowanie nie powinniśmy pisać wprost: „Hej, w twoim tekście jest pełno błędów. Chcesz, żebym je poprawił? Moje stawki to…”. Takie podejście raczej zniechęca. Ale jeśli zaproponujecie profesjonalną współpracę, opiekę nad tekstami, pokażecie blogerowi, co może zyskać, to myślę, że całkiem sporo osób z tego skorzysta.
Wielu blogerów i twórców internetowych myśli o oddaniu tekstów do korekty, jednak często brakuje im wiedzy o tym, gdzie szukać korektorów, jak ich weryfikować, jakie są koszty i jak w ogóle nawiązać taką współpracę. Gdy korektor sam wyjdzie z inicjatywą i przedstawi swoją propozycję, ma duże szanse na sukces. Dostarczenie gotowego rozwiązania na tacy często spotyka się z dużym entuzjazmem.
Charytatywnie i skutecznie. Jak zdobywać zlecenia, pomagając innym – historia Doroty
Dorota Kopeć: Udział w Akademii korekty tekstu uważam za jedno z najlepszych doświadczeń w 2020 roku. O Ewie dowiedziałam się przypadkiem, dosłownie kilka dni przed startem kursu. Poprawna polszczyzna nie była mi obca, ale nie spodziewałam się, że w tak przyjemny sposób można się nauczyć nowego zawodu. Nie planowałam rzucać etatu i zmieniać całkowicie swojego życia, jednak równoległe prowadzenie działalności gospodarczej pozwoliło mi na stopniowe wejście w zawód korektora. Pierwszymi moimi zleceniami były korekty blogów i stron internetowych. Bardzo chętnie wzięłam też udział w akcji parowania, którą Ewa zorganizowała po zakończeniu Akademii. Trafiłam na autorkę, która prowadzi bloga o rozwoju mózgu dzieci – ogromnie ciekawe zlecenie! Kolejnym krokiem było zaproponowanie moim bliskim korekty tekstów na ich stronach internetowych. Kiedy poczułam, że jestem gotowa pomóc innym osobom, wystawiłam swoją usługę na aukcjach charytatywnych dla dzieci chorujących na SMA. Dzięki temu miałam okazję redagować pracę magisterką oraz doktorską. Uważam, że w obecnych czasach, kiedy każdy może publikować teksty, powinniśmy szczególnie zadbać o jakość naszego języka. Posługujemy się jednym z najtrudniejszych języków świata, co niewątpliwie jest powodem do dumy. Jednak jako korektorzy i redaktorzy możemy pomagać innym w pielęgnowaniu naszej polszczyzny.
EP: To prawda, język polski do łatwych nie należy. Ale gdyby było za łatwo, to nie byłoby zabawy. Zaraz zresztą się przekonacie, czy i jak można łączyć kompetencje językowe z innymi dziedzinami. Poznacie historię Agnieszki, która studiowała – uwaga – matematykę! Uwierzcie mi, że ścisły umysł doskonale się odnajdzie w świecie korekty. Sama jestem po mat-fizie i całe swoje szkolne życie byłam związana z przedmiotami ścisłymi, doskonale więc rozumiem to połączenie. A teraz Agnieszka opowie Wam szerzej swoją historię.
Matematyczka, która pokochała słowa – historia Agnieszki
Agnieszka Kosińska: Zacznę od tego, że studiowałam matematykę – co jest istotne w tej historii. Prowadzę konto na Instagramie, na którym nie mówiłam zbyt wiele o sobie. Jedynie w bio wspomniałam o tym, że zajmuję się copywritingiem oraz korektą tekstu. W czasie przeglądania Instagrama trafiłam na konto Wioli Król, która jest matematyczką. Wymieniłyśmy komentarzami, a w efekcie okazało się, że mamy ze sobą wiele wspólnego. Po jakimś czasie Wiola zaproponowała mi współpracę nad e-bookiem o funkcjach, ponieważ zauważyła w moim bio wzmiankę o korekcie. Oczywiście się zgodziłam i było to moje zlecenie marzeń! Wykonałam nie tylko redakcję tekstu, ale również merytoryczną. Dzięki temu zyskałam świetny wpis do portfolio. Z Wiolą nadal jesteśmy w kontakcie i będziemy współpracować przy kolejnych projektach. Jaki z tego wniosek? Wcale nie trzeba rozgłaszać na prawo i lewo czym się zajmujemy, bo zlecenia mogą do nas wpaść zupełnie niespodziewanie. Jeśli zastanawiacie się nad wzięciem udziału w kolejnej edycji AKT, to powiem Wam, że certyfikat jej ukończenia cieszy mnie bardziej niż dyplom z magisterki. Ewa jest mistrzynią, serio!
Progres, nie perfekcja – historia Marianny
Marianna Chłopek-Labo: Do pracy ze słowem wróciłam po czasie. Okazało się, że do nabrania pewności siebie potrzebowałam jednego prostego założenia, które Ewa przekazuje już na początku kursu: nie musisz być mądrzejszy od słownika, żeby pracować z tekstem. Wystarczy wiedzieć, gdzie szukać odpowiedzi na nasze pytania. Wcześniej pracowałam jako tłumaczka, ale miałam problemy z pozyskiwaniem zleceń. Kiedy weszłam w świat korektorski i zaczęłam budować swoją markę, bałam się, że sytuacja z brakiem zleceń się powtórzy. Tak jednak nie było! Najważniejszy był jeden krok – odważyłam się! I zrozumiałam, że liczy się progres, a nie perfekcja. Dzięki temu czułam, że daję autorowi wartość, że odpowiadam na jego potrzeby. Wcześniej, kiedy słyszałam historie o tym, że ktoś dostał jedno zlecenie, a kolejne przychodziły do niego z polecenia – nie wierzyłam. Ale to prawda! Teraz głównie pracuję z tekstami na blogi, redaguję e-booki, robię transkrypcje i – jedno jest pewne – uczę się z każdym kolejnym zleceniem. Życzę Wam odwagi, żeby spróbować i zaryzykować.
EP: Dokładnie tak to działa, że jedno zlecenie może pociągać za sobą kolejne. Zauważyliście, co Marianna podkreślała kilkakrotnie? Czasem to nie wiedza jest najważniejsza, ale właśnie odwaga. Tego, jak stawiać przecinki, można się nauczyć. Ale potem trzeba ze swoimi umiejętnościami wyjść do ludzi. Większość postów w grupie dla kursantów Akademii to pytania o interpunkcję. Drugie miejsce zajmują posty, które nazywam „motywatorami”, pochodzące z obu stron emocjonalnego spektrum. Czasem ktoś dzieli się spektakularnym sukcesem, dając motywacyjnego kopa całej reszcie. Innym razem pojawia się wpis osoby przytłoczonej ogromem nauki i strachem przed podjęciem pierwszego kroku. I także po to jest ten kurs – i grupa, która jest największą wartością. Bez tych niesamowicie wspierających ludzi, którzy gromadzą się w Akademii, wiele z historii – które dziś poznajecie – pewnie nigdy by się nie wydarzyło.
Od marzenia do pierwszego zlecenia w 2 tygodnie – historia Kingi
Kinga Dąbrowicz: Powtarzałam to już wiele razy, ale Akademia korekty tekstu to kurs, który zmienił moje życie. Od dziecka marzyłam o tym, żeby zawodowo zajmować się czytaniem książek. Dziś z dumą mówię o tym, że jestem redaktorką, korektorką i… zarabiam właśnie na czytaniu książek. Rzuciłam się trochę na głęboką wodę i dopiero w trakcie trwania Akademii zrozumiałam, że tak naprawdę niewiele potrafię. Liczba wyjątków i spotykane na każdym kroku „to zależy” uświadamiają nam – początkującym korektorom – ile jeszcze pracy przed nami. Zaledwie tydzień po wystartowaniu kursu poczułam, jak wspaniała jest atmosfera panująca w grupie, a pierwsze spotkanie z Ewą na żywo wprowadziło mnie w stan hurraoptymizmu. Chwilę później jedna z moich ulubionych blogerek – Ania – poinformowała na Instagramie, że kończy pisać swojego e-booka. Odezwałam się do niej z propozycją korekty w ramach darmowych praktyk i szlifowania swojego warsztatu. Do współpracy wtedy nie doszło, ale twórczyni odpisała, że w przyszłości będzie o mnie pamiętać. Nie spodziewałam się, że ta przyszłość nadejdzie kilka dni później. Ania napisała, że jej korektorka się nie odzywa i jeśli nadal jestem chętna, to z przyjemnością powierzy mi redakcję swojego e-booka. Nie zgodziła się jednak na pracę za darmo i zaproponowała mi stawkę, na którą była umówiona z poprzednią korektorką. W ten sposób zaledwie dwa tygodnie po starcie Akademii dostałam swoje pierwsze płatne zlecenie. W tym miejscu chciałabym wspomnieć o stworzonej przez Ewę grupie na Facebooku. Każdy kursant, bez obawy o narażanie się na drwiny czy szyderstwo, może tam zadać pytanie i liczyć na odpowiedź. Wracając do współpracy z Anią – miałam świadomość swoich braków, więc zaproponowałam, żeby korektę po mnie wykonał inny, bardziej doświadczony korektor. Ostatecznie e-book Ani wyszedł świetnie, a ja zostałam pochwalona za rzetelność, terminowość i odwagę. To dodało mi skrzydeł! Mało tego – Ania poleciła mnie swoim znajomym oraz obserwującym na Instagramie. W efekcie dwa miesiące po zakończeniu Akademii korekty tekstu mam już na koncie sporo redakcji e-booków, a także podpisałam umowę z wydawnictwem. Nie mogę narzekać! Do ostatniej chwili wahałam się, czy ten kurs jest dobrym pomysłem, ale otwarcie mówię – dołączenie do AKT to była najlepsza decyzja w moim życiu.
EP: Kinga tak pięknie zakończyła swoją wypowiedź. Wspomniała też o efekcie kuli śniegowej. Jedno dobre zlecenie pociąga za sobą kolejne. U ostatniej kursantki, której historię poznacie, zadziałało to podobnie.
Nie czekaj, aż znajdą cię w wyszukiwarce – historia Beaty
Beata Kupczyk: Byłam już korektorką, zanim trafiłam na kurs Ewy, ale w żaden sposób nie przekładało się to na moją karierę, Bo w okresie pomiędzy jednym skończonym kursem a drugim zupełnie nic się nie działo. I nic w tym dziwnego! Liczyłam na to, że wszyscy znajdą mnie sami w wyszukiwarce. Jak się domyślacie – tak się nie stało. Zwykle na początku kariery korektorzy liczą na zlecenia w gronie znajomych. U mnie pojawiły się one zdecydowanie później. Moją pierwszą płatną korektą był podręcznik o standaryzacji sprzedaży, a na tę głęboką wodę popchnęła mnie… Ewa. To zlecenie oraz ukończenie kursu dodało mi odwagi, aby zgłosić się do blogerów z propozycją współpracy. W pierwszej kolejności napisałam do osób, które obserwuję w social mediach. Miałam wrażenie, że znam tych twórców, więc było mi łatwiej się z nimi skontaktować. W wiadomościach starałam się nawiązać do działalności tego konkretnego blogera, żeby wiedział, że faktycznie znam jego profil, a nie śledzę go od pięciu minut. Do każdej takiej wiadomości dołączałam tekst jego autorstwa po mojej korekcie, żeby zobaczył, jak wygląda moja praca i jakie może przynieść mu korzyści. Oczywiście nie wszyscy zdecydowali się na współpracę, ale ci, którzy postanowili mi wtedy zaufać, dziś są moimi stałymi klientami. Pisałam też do wielu wydawnictw, ale droga dotarcia do nich jest dużo cięższa. Niespodziewanie zgłosiło się do mnie wydawnictwo, do którego sama nigdy nie aplikowałam. Moimi klientami zostały również osoby, które – pisząc do mnie – powoływały się na kogoś, kogo w ogóle nie znam. To oczywiście bardzo cieszy, ale też pokazuje, jak długi może być łańcuch poleceń, o którym się tyle mówi. Dla mnie korekta jest pracą dodatkową, ale już po kilku miesiącach wiem, że z tego można nie tylko wyżyć – da się też dobrze zarobić.
EP: „Bałam się, choć nie wiedziałam czego” – jakie to jest prawdziwe. Proponuję Wam raz jeszcze wrócić do słów Beaty. Tam jest tyle prawdy o świecie korektorów! „Znałam styl autora, więc było mi łatwiej robić korektę”, „Wysłałam próbkę”. I ten efekt kuli śniegowej – zauważyliście to? Pisała do blogerów, do wydawnictw i może z nimi nie podjęła współpracy, ale potem zgłosił się do niej ktoś inny. Ten proces zatacza tak szerokie kręgi, że zależności między poleceniami gdzieś się już zatarły. Kula śniegowa, naprawdę!
Działanie zamiast czekania
Mam nadzieję, że dostrzegacie wspólny mianownik tych wszystkich wypowiedzi. Dziewczyny nie czekały na to, aż zlecenie magicznie spadnie im z nieba. Nie zdawały się na ogłoszenia na portalach czytanych przez tysiące osób. Każda z nich wyszła z inicjatywą. Nie twierdzę, że to jest łatwe. Nie mówię, że wystarczy pstryknąć palcami i wysłać dwa maile, żeby dostać pracę. Zapraszam Was do poprzedniego, 13. odcinka podcastu, a zobaczycie, jaką drogę przez mękę ja przeszłam na początku mojej przygody z zawodem korektora – kiedy po wysłaniu kilkudziesięciu maili i wykonaniu kilkunastu próbek nie dostałam żadnego zlecenia.
Jedno jest pewne – od samego czekania jeszcze nikt pracy nie dostał. Albo prawie nikt. W każdym razie – jest większe prawdopodobieństwo, że autor odpowie pozytywnie na nasz mail czy naszą wiadomość na Instagramie, niż że manna spadnie z nieba. Trzeba więc wziąć sprawy w swoje ręce i działać. Mam nadzieję, że historie absolwentek Akademii korekty tekstu Was do tego zainspirują.
A gdybyście chcieli zdobyć solidne podstawy do pracy korektora i uczyć się we wspierającym, motywującym gronie osób będących na tej samej drodze – zapraszam Was do Akademii korekty tekstu. Szczegóły znajdziecie na stronie kurskorektytekstu.pl albo ewapopielarz.pl – w linkach do tego odcinka podcastu. I może za rok to Wasza historia znajdzie się w podcaście!
The post PDSK#014 Gdzie szukać zleceń i jak je zdobywać – historie sukcesu kursantów Akademii korekty tekstu (podcast) appeared first on Ewa Popielarz.
